• Oferta powitalna dla wszystkich
  • Rabat do 30%
  • Darmowe pigułki bonusowe
Wsparcie telefoniczne Wsparcie telefoniczne
Godziny pracy 09:00 - 17:00 Telefon Polska: Międzynarodowy telefon:

List od pana Zbigniewa który potrafi żartować na temat swojego problemu

Szanowny Panie, w odpowiedzi na Pańską prośbę przesyłam moją historię. Wierzę, że Pańskiego bloga czytają też mężczyźni podobni do mnie i mam nadzieję, że komuś się ona przyda. Z wyrazami szacunku Zbigniew.

Nazywam się Zbyszek. Jestem emerytowanym nauczycielem wychowania fizycznego. Kilkadziesiąt lat pracowałem w bardzo dobrym liceum w jednym z miast powiatowych. Ludzie czekają na emeryturę, a ja odchodziłem ze smutkiem, bo kochałem tę pracę. Przede wszystkim dziwi mnie narzekanie na młodzież. Przekonałem się, że mając właściwe podejście, można zdziałać cuda. Młodzież zarażała mnie energią i radością życia. Ale lata lecą.

Chociaż psychicznie czuję się bardzo dobrze, to z resztą mojego organizmu zaczęło dziać się coś niedobrego. Nigdy nie paliłem papierosów, uprawiałem sport, a w pewnym momencie zauważyłem, że mam problemy z erekcją. Ale dlaczego? Powiem Wam, że przede wszystkim nie odczułem braku seksu, ale zdziwienie, że chyba zacząłem się starzeć. Dodam tylko, że brak seksu wynikał z choroby mojej żony. Uważam, że udawanie, że wszystko ze mną w porządku, że przeczekam, że wstydzę się - ja człowiek po 60., jest niepoważne. Od lekarza usłyszałem, że na problemy z erekcją jest wiele środków, mogę je kupić bez recepty, że można temu bardzo łatwo zaradzić. Moja Krysia chorowała, ale i tak kupiłem mieszankę witamin, zacząłem brać i dość szybko poczułem rezultaty. Może się zdziwicie po co mi to było. Kupiłem z prostej przyczyny żeby mój organizm działał jak należy. To trochę tak jak z samochodem - wszystko może działać, a coś drobnego stuka i nie dość, że denerwuje to jeszcze grozi popsuciem kolejnych rzeczy. Dlatego  też wybrałem witaminy. Gdy Krysia umarła kompletnie się załamałem.

Kto czegoś takiego nie doświadczył, ten nie zrozumie. Całe dotychczasowe życie się kończy i traci się ochotę na wszystko. Na szczęście mój syn starał się być ze mną w tym trudnym czasie. Z żoną i córeczką przyjeżdżali do mnie na weekendy i znów moje mieszkanie napełniało się wesołym gwarem, a jak wiedziałem, że mam dla kogo żyć. I to właśnie syn podsunął mi kiedyś ogłoszenie o zjeździe absolwentów liceum, do którego kiedyś chodziłem. Zjazd cieszył się dużym zainteresowaniem, a mój rocznik 1953 wyjątkowo dopisał. Wspomnieniom nie było końca: "A pamiętacie jak na rosyjskim...". Było super. Potem żarty zeszły na TE sprawy. Aptekarskie dowcipy, a po którejś z kolejek przechwałki o możliwościach moich kolegów. "Wiadro wody mógł bym na nim zawiesić bez Viagry" albo "Mój jest jak ze stali ze nie potrzebuje Kamagra Oral Jelly, jeszcze niejedną dzierlatkę mógłbym zadowolić bez tabletek na potencję". I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, śmiałem się z tych żartów najgłośniej. Rzuciłem jakiś dowcip i nawet coś w stylu, że skoro całe życie żyłem zdrowo to tam na dole też jestem okazem zdrowia. Nikt nie wątpił. Kolega po historii powiedział: "Władysław Jagiełło jeszcze po siedemdziesiątce spłodził syna". Dodałem: "Kto wie, może i ja jeszcze spłodzę". Na drugi dzień wstydziłem się siebie, bo po co ja to paplałem, przecież to nie prawda. Ale miałem opowiadać, że mam problemy z erekcją? Może Tadalafil lub Kamagra?  Bez przesady. Po jakimś czasie zacząłem wracać do życia, choć nie byłem już dawnym sobą. 

Czułem się staro i zaczynałem porządkować swoje życie. Zrobiłem listę spraw, które koniecznie należy uporządkować i pozamykać oraz tego co chciałbym jeszcze zrobić. Jeden ze swoich wierszy, które pisałem jako student, wreszcie wysłałem do gazety i ku memu zdziwieniu nawet go opublikowali. Przeczytałem "Boską komedię" Dantego, którą wiele lat temu zacząłem (nadal była zaznaczona liściem w miejscu, gdzie kiedyś skończyłem). Zadzwoniłem do kolegi żeby przeprosić za jakieś głupstwo sprzed wielu lat, które miało być żartem, ale bardzo go dotknęło. Generalnie starałem się sensownie zakończyć swoje życie. I byłbym to robił, gdyby znowu nie zadziałał mój syn. Okazało się, że zapisał mnie na wycieczkę do Wilna. "Czyś Ty zwariował?" powiedziałem i dodałem kilka bzdurnych powodów żeby nie pojechać w stylu "a kto nakarmi kota jak mnie nie będzie". Każdy z moich wymysłów synalek zbijał na poczekaniu. Chciał, nie chciał - pojechałem. I było naprawdę super! Najlepsze było jednak to, że wycieczka składała się z ludzi w moim wieku. Wracając wymieniliśmy się kontaktami i obiecaliśmy, że w przyszłym roku też pojedziemy w takim składzie może do Lwowa, może do Pragi, aby razem. 

Z jedną z nowo poznanych pań znalazłem wyjątkowo dobry język. Marysia, mój rocznik, była wdową, szczęśliwą babcią i mimo wieku piękną, uśmiechniętą kobietą. Dzwoniliśmy do siebie coraz częściej, aż w  końcu pod jakimś pretekstem postanowiliśmy się spotkać (mieszkamy w odległości około 50 km). Pewnie się domyślacie co było dalej. Wkrótce zostaliśmy parą. Nowa miłość, nowa energia do życia, nowe plany i nowy  Zbyszek. Tak, zaopatrzyłem się w Viagra i Levitrę i przyrzekłem, że ich nie odstawię dopóki tylko będą potrzebne. Możecie mi wierzyć, ale korzystałem w praktyce z ich wsparcia wielokrotnie. Moje problemy z erekcją stały się historią. Może młodzi internauci pomyślą, że trochę przesadzam, ale wierzcie mi - ludzie w moim wieku też mogą mieć udane życie seksualne. Potrafią pełnymi garściami korzystać z bogatego doświadczenia, które w tej dziedzinie zdobyli. Patrząc na to tak technicznie, też potrafiłbym zadowolić niejedną dzierlatkę, ale mam moją doświadczoną panią. Kończę, bo mnie woła, zresztą jest już dosyć późno.